Stop fotografii zwierząt nęconych pod czatowniami.




Zdjęcia ptaków i ssaków drapieżnych wykonane z czatowni, na przedpolu której regularnie wykładane jest mięso celem ich zwabienia, są nieetyczne, szkodliwe i bezwartościowe. Fotograficy, których niestety nie brakuje, szczycą się takimi ujęciami, pomijając fakt robienia zwierzętom krzywdy. Przyzwyczajają drapieżniki do stałej obecności pokarmu, zatracając u nich naturalny instynkt polowań. Dotyczy to szczególnie kolejnych pokoleń, które za przykładem rodziców, już jako młode ptaki i ssaki zamiast polować pożerają mięso z supermarketu.

Mało tego, wiele osobników i gatunków potrafi jednocześnie korzystać z ludzkiej stołówki, walczą zaciekle o porcje kurczaka. Dochodzi do okaleczeń, np. w postaci utraty gałki ocznej u ptaków. Takimi walkami szczególnie owi pseudo przyrodnicy się cieszą i z wielkim zapałem publikują uchwycone w kadrze sceny tego rodzaju. 

Niezależnie, zdjęcia pod mięsnymi czatowniami są nudne i bezwartościowe. Wykonywane w jednolitej scenerii, w warunkach sztucznie stworzonych, są oderwane od kontekstu środowiskowego i siedliskowego. Nic nam nie mówią o prawdziwym życiu zwierząt. Z takim samy skutkiem i efektem, mogą być robione w ogrodzie zoologicznym. Również w zakresie minimalnego trudu, a wręcz lenistwa poszukujących fotograficznych wrażeń autorów. Rzeczą niedopuszczalną jest fakt, nie tylko publikacji takich zdjęć, ale propagowanie fotografii tego rodzaju, przez książki, prasę, wystawy, pogadanki i prezentacje swoich "osiągnięć". To np. w postaci autorskich spotkań z lokalną społecznością, a szczególnie młodzieżą, której wpaja się u podstaw rzekome wartości fotografii z mięsnych czatowni. 

Ptaki i ssaki drapieżne potrafią same doskonale radzić sobie w naturze. Znajdują dostateczną ilość pokarmu, dla siebie i lęgów lub miotów. Eliminują osobniki słabsze i padłe. Z pewnością nie potrzebują ludzkiego wsparcia pokarmowego.  Proceder wykładania im mięsa pod czatowniami, jest jedynie celem zaspokojenia próżności i niewłaściwie rozumianego sukcesu w postaci jedynie poprawnych technicznie zdjęć. To grupa popadających w samouwielbienie, narcystycznych autorów czatownianej fotografii, dla których zdjęcie jest celem samym w sobie. 

Apeluję zatem do Koleżanek i Kolegów, by walczyć z takim procederem. Nie akceptować, a tym bardziej nie nagradzać autorów lajkami i pozytywnymi komentarzami, na portalach społecznościowych, forach i FB. Wręcz przeciwnie zniechęcać do publikacji, by słowa krytyki bezpośrednio do nich kierowane każdego dnia przypominały jak wiele złego czynią. 

Wiem, że udane obserwacje ssaków i ptaków drapieżnych w ich naturalnym środowisku są trudne. Wymagają różnorodnego sprzętu (nie tylko fotograficznego), cierpliwości, pokonania wielu słabości własnych, czasem ryzyka, a niekiedy utraty zdrowia. Wymagają też przyrodniczej wiedzy, którą wypada nam zdobyć zanim ruszymy w teren. To spore wyzwanie, bo oprócz zgłębienia biologii zwierząt, ich zachowań rozrodczych, pokarmowych i terytorialnych musimy postępować etycznie, mając na uwadze również ogólne i lokalne przepisy ochronne. Jednak pokonanie tych wyzwań jest radością niewspółmierną wobec komercyjnego już zasiadania w czatowniach. Nawet słabsze technicznie zdjęcie, mniej udany kadr, spora odległość od zwierząt, powinny autorów i  odbiorców zdjęcia cieszyć po stokroć bardziej, niż fotka z mięsnej czatowni na podobieństwo kadru z ZOO.   

Na koniec pamiętać musimy, że skutki mięsnego procederu fotografów, są nie tylko niebezpieczne i szkodliwe dla zwierząt. Są również dla ludzi, czego jaskrawym przykładem jest historia ostatnio uśmierconego wilka. Tu zacytuję jej fragment, poniżej odsyłając do całości tekstu oryginalnego:

"W Bieszczadach jest też wiele nęcisk, na które zwabia się mięsem duże drapieżniki, by umożliwić fotografom z Polski i z zagranicy robienie oszałamiających zdjęć z komercyjnych czatowni. To element coraz bardziej rozkręcającego się biznesu w Karpatach. Na jedno z takich nęcisk kilka kilometrów od Wetliny od wielu miesięcy przychodzi ta sama grupa, na wykonanych tam zdjęciach łatwo rozpoznać te same wilki, matkę i jej podrośnięte potomstwo. W tym roku samica ta pojawiła się 20 maja z sutkami wyraźnie wydłużonym od karmienia mlekiem. Gdy tylko jej nowe szczenięta podrosną, też je tam przyprowadzi. Fotografie będą zapewne jeszcze bardziej oszałamiające i zyskają tysiące lajków na portalach społecznościowych. Będzie to już co najmniej drugie pokolenie szczeniąt przywykłych do korzystania z pokarmu dostarczonego przez człowieka, a także do obecności i zapachów siedzących w czatowniach ludzi. Od ludzi dorosłych należałoby by oczekiwać postępowania znacznie bardziej przemyślanego, odpowiedzialnego, etycznego" 
www. Nie zamiatać pod dywan