Zaćmienie słońca



Niezmiernie mnie ucieszył widok sporego stadka czajek, które posilały się na polach doliny Redy. Choć zasiadły na środku rozległej, podtopionej łąki poza zasięgiem obiektywu, mogłem je obserwować przez lornetkę. W pewnej chwil nad stadem pojawił się nisko przelatujący skrzydlaty drapieżnik i całe czajkowe towarzystwo zerwało się w popłochu do lotu. Szybko odbiły mocno w bok, pozostawiając przede mną widok dalej szybującego intruza. 

Minął linię wysokich i gęstych krzewów rozdzielających pola, które zasłaniały widok na dalszą przestrzeń. Nic nie wskazywało, że za chwilę okolica zmieni się nie do poznania. Nagle podniósł się ogromny gwar i całe niebo przysłoniły steki, a może tysiące poderwanych gęsi. To wyglądało jak zaćmienie słońca. Ptaki zza kurtyny krzewów, zwartą gromadą uniosły się w przestworza, bo po chwili wykonując kilka zniżających nalotów, przysiąść na poprzednim miejscu. 

To było niesamowite doświadczenia, nawet dla mnie, który widział już ogromne stada żerujących gęsi i dziesiątki kluczy. Zaskoczony byłem ilością ptaków, również ich gwałtowną reakcją, podejrzewając jako sprawcę myszołowa, którego w okolicy pełno. Z drugiej jednak strony ptak ten nie poluje na gęsi, które są zbyt dużą ofiarą dla tego gatunku. 

Może gęsi się pomyliły, może zbyt pochopnie zareagowały na sylwetkę myszołowa na tle ostrego słońca, podnosząc fałszywy alarm. Czasem wystarczy histeria jednej gęsi, by sprowokować reakcję łańcuchową i panikę całego stada. Na podobieństwo nieszczęsnych gęsi, ja też nie mam wprawnego oka w rozpoznawaniu ptaków drapieżnych w locie. Tym bardziej, że jak one widziałem sylwetkę intruza z odległości kilkuset metrów. Z pewnością nie był to jednak bielik. Może to była samica jastrzębia, lub sokół wędrowny. 



Całe to zdarzenie, dodatkowo okrasił rudel polnych saren.