Zaczniemy od garści wiedzy o biologii gatunku. Ciąża u saren zapłodnionych w okresie letniej rui, trwa prawie 10 miesięcy, a w przypadku zapłodnienia w listopadzie lub grudniu 4,5 miesiąca. U saren zapłodnionych w lecie przez pierwsze 5 miesięcy występuje zjawisko ciąży przedłużonej (utajonej) polegającej na zahamowaniu rozwoju zarodka w stadium blastuli na okres około 150 dni.
W praktyce oznacza to, że wszystkie młode rodzą się na przełomie maja i czerwca. Początkowo są starannie ukryte, a matka podchodzi do nich tylko na czas karmienia mlekiem. Do 6 tygodnia mają po bokach tułowia po 3 rzędy białych plamek. To rodzaj kamuflażu, który pozwala skryć się w wysokich trawach, uprawach rolnych, czy enklawach leśnej lub polnej roślinności. Młode zaczynają pobierać pokarm roślinny w drugim tygodniu życia. Od tej chwili poznają świat, stopniowo przemieszczając się za matką.


Jednak potomstwo pozostaje jeszcze przez rok przy samicy i zdane jest na jej opiekę, czujność i wspólne poruszanie się w terenie. Nawet wyrośnięty koźlak przypadkowo oddzielony staje się bezradny, zagubiony, co gorsza nie szuka kryjówki. Zwykle staje na otwartej przestrzeni rozglądając się za matką i nawołuje ją popiskiwaniem.
Taka sytuacja ma miejsce gdy w pobliżu saren pojawi się np. pies, pieszy, rowerzysta, czy samochód i spłoszy zwierzęta. Matka potrafi skoczyć w jedną stronę, a sarnie dziecię w drugą, gubiąc się opiekunce. To niebezpieczne chwile dla młodych saren, bo w takiej sytuacji szczególnie narażone są na atak drapieżnika.
Młode sarny w pierwszych tygodniach życia bywają niestety obiektem nadmiernej, ludzkiej troski. Przypadkowo odnalezione w terenie są zabierane, bo uznaje się je za porzucone. Trafiają do domu, lecznicy weterynaryjnej, lub ostoi dla zwierząt. Oczywiście może się zdarzyć, że samica gnie na wczesnym etapie macierzyństwa np. w wypadku komunikacyjnym. Jednak w 99,9 procentach przypadków żyje i stoi gdzieś w pobliżu potomstwa, patrząc z przerażeniem jak zabieramy jej dziecko.