Zabawa w chowanego

 

Krogulec ten unikał obiektywów jak mógł. Widywałem go wielokrotnie, bo jego rewir łowiecki to moje osiedle. Gdy wychodziłem na taras bez aparatu, to akurat siedział w pobliżu. Podobnie spotykałem go w drodze na parking, do sklepu, czy z kubełkiem śmieci. 

Trudno jednak w takich okolicznościach zabierać ze sobą ciężki, fotograficzny zestaw. Natomiast ile razy wybierałem się by go odszukać gotowy do zdjęć, znikał jak kamfora. Nie dawał mi jednak spokoju i ostatecznie po kliku tygodniach zabawy w chowanego, przydybałem go w pobliskim parku w Redzie.