Ktoś powie, facet spotkał drugi raz w życiu jemiołuszki i już się wymądrza. Jednak zdjęcia ptaków rządzą się uniwersalnymi zasadami i jest kilka warunków, które należy spełnić. Przede wszystkim wybierając się na nowy gatunek, warto wcześniej o nim poczytać. Każdy ma swoje zwyczaje, których znajomość bardzo ułatwia obserwacje i zdjęcia.
W przypadku jemiołuszek jest podobnie, a bardzo pomocna jest wiedza o sposobie ich żerowania. Trawienie pokarmu, trwa u tych ptaków zaledwie 10 minut. Z owoców pozyskują jedynie miąższ i skórkę, a nasiona natychmiast wydalają. To niewielki zysk. By zaspokoić potrzeby pokarmowe i energetyczne, w ciągu dnia muszą zjeść dwa razy więcej niż same ważą.
Jemiołuszki nie przestają więc żerować, a w tym przypadku stale powracały na jarzębinę. To sporo okazji do zdjęć. Jednak owoce połykają bardzo szybko i zaraz odlatują. Każde okienko zdjęciowe jest bardzo krótkie. Do tego są bardzo ruchliwe i trudno się zdecydować, którego osobnika łapać w obiektyw.
Wszystko jest fajnie w słoneczny dzień. Przed obiektywem ładne niebo, mnóstwo światła i krótkie czasy naświetlania. W takich warunkach, nawet przy zrozumiałych emocjach fotografa i "szybkości" jemiołuszek dobre zdjęcia są raczej gwarantowane. Gorzej, gdy w tle szare i bure chmury. Choć jemiołuszek multum, to zdjęcia wychodzą do bani.
W pochmurny dzień (choć nie tylko) warto oszukać przeznaczenie. Ustawić się inaczej, mając w tle drzewa i elewacje budynków. Nie zawsze jest to stanowisko wygodne czy możliwe, a dla matrycy jeszcze mniej światła. W tym przypadku zachodzenie jemiołuszek "od ogona" skończyło się zapełnieniem karty pamięci. Choć kadrów możliwych do publikacji, zaledwie kilka. Jednak nie ilość stanowi o prezentacji piękna gatunku, choć zawsze i to zawsze pozostaje niedosyt.




