To była sesja pełna emocji, ponieważ to zaledwie drugie, moje spotkanie z jemiołuszkami. Do tego po 10 latach. Była też trudna, bo z każdą minutą robiło się ciemniej i ponuro.
Do tego jemiołuszki wybrały bardzo ruchliwe miejsce, więc na jarzębinie przysiadały na kilka sekund. Dobrze, że choć wracały, obserwując okolicę z wysokiej brzozy w liczbie ok. 50 osobników.







