Płochacz halny (Prunella collaris) jest pozycją nr. 300 na mojej, życiowej liście gatunków występujących w Polsce. To nie tylko statystyka, bo każdą obserwacją lub zdjęciem wiązały się przygody. Czasem wydarzenia zabawne, czasem dramatyczne. Wszystkie jednak były nauką rozpoznawania gatunków i nabywaniem wiedzy o ich zwyczajach i biologii. Choć to nie koniec ptasich wypraw i opowieści, to dziś cieszę się z magicznej liczby 300.
Wracając na ziemię, a raczej w góry to kilka gatunkowych rozczarowań, ale też bardzo dla mnie wartościowe stwierdzenia i dokumentacja zdjęciowa. Niestety nie dane mi było zobaczyć dzięcioła trójpalczastego, orła przedniego i pomurnika. Natomiast przed obiektywem królowały orzechówki, siwerniaki oraz pluszcze z podgatunku Cinclus cinclus aquaticus. Wcześniej pod drodze na stawach ślepowrony i brodziec pławny w Spytkowicach. Do wszystkich tych gatunków jeszcze powrócę, teraz bohater dnia płochacz halny.
Pierwszego dnia szukałem go wysoko nad Morskim Okiem, na halach u podstawy pionowych grani. Niestety tam się nie pokazał w przeciwieństwie do siwerniaków i płochaczy pokrzywnic. Trzeba więc było wjechać na Kasprowy Wierch. Górna stacja kolejki linowej oraz okoliczne szczyty tonęły w chmurach. Początkowo widoczność spadała do kilku metrów i już się martwiłem, że i tu nie wypatrzę płochacza halnego. Jednak po kilku godzinach udało się go odnaleźć. Plus bonus w postaci kozicy.
Za wspólną wyprawę dziękuję Ewie Janas i Andrzejowi Popielskiemu, było mega.







